~~~~
29.V.2010
W galerii pojawiła się nowa zakładka z naszym wężusiem.
Możecie go teraz obejrzeć w całej okazalości :)
Niedługo dorzucę jeszcze filmik dla osób o silnych nerwach :)
Marii
27.V.2010
Wybaczcie, że nic nie piszę... Po prostu najnormalniej w świecie nie mam czasu.
Ale uffff... Przeżyłam pierwsze dwa ciężkie tygodnie :)
Dzisiaj miałam przyjemność pisać 3,5 godzinne zaliczenie. Przecież to gorzej niż matura :/
Najważniejsze, że mam to już za sobą, i mam nadzieję, że pisać po raz kolejny nie będę musiała :)
I jakoś tak się toczy to wszystko dużymi krokami...
Za tydzień (!!!) o tej porze nie będę mogła zasnąć przed przymiarką sukni :)
Jadę z całą dziewczęcą obstawą, więc będzie wesoło. Zapewne nieomieszkam opisać później wrażeń.
Póki co jednak powrót do codzienności, i zapewne mojego dalszego milczenia...
Marii
18.V.2010
Muszę się z Wami podzielić czymś, co moje Kochanie zrobiło dla swoich klientów.
Pasaż Chełmski na którym pracuje od lat ma swoją gazetkę, która wychodzi raz na miesiąc.
Takie oto zdjęcie zostało umieszczone w tym miesiącu, przy reklamie sklepu Kameleon w którym Misiek pracuje:

Dzisiaj pewien klient po przeczytaniu tego, przyniósł Patrykowi butelkę wina, z podziękowaniem za lata obsługi.
Jedna klientka natomiast z wdzięczności dała Mu... Arbuza! :)
Okazuje się, że Misiu nawet z bycia sprzedawcą potrafił zrobić SZTUKĘ.
Jestem z Niego taka dumna... To mój przyszły Mąż! :)
Marii
17.V.2010
Nareszcie powrót do sieci :) Od czwartku, dzięki awarii byliśmy skutecznie od niej odcięci.
Ale jak widać dziś już wszystko zostało naprawione, i spokojnie mogę sobie cuś tu nastukać.
Od jutra zaczynają się egzaminy, więc ogólnie do końca czerwca mogę nie pisać za często.
Co do komentarza Olci- nie martw się Kochana, to był 3 własnoręcznie przygotowany przez Patryczka obiad,
w ciągu 1,5 roku :] Tak więc raczej się nie przyzwyczajam :P Nie zmienia to jednak faktu,
że ten włoski obiad, starania i serduszko w niego włożone, zrekompensowały wszystkie inne, niezrobione.
Poza tym jakby robił je częściej, nie miałyby może takiej wartości jak właśnie te 3?
Ale Kochanie, nie bierz sobie tego do serca :) Zapewniam Cię, że będę doceniać KAŻDY ugotowany przez
Ciebie obiadzik. Nawet jak będziesz go robił codziennie ;)
Aha! Jest coś, o czym muszę Wam powiedzieć!
Otóż, wymyśliłam sobie już dawno, że jak będziemy mieli ślub, Patryk zobaczy mnie pierwszy raz w sukni
dopiero wtedy, gdy będę szła z Tatusiem do ołtarza. Po prostu chcę zobaczyć wtedy Jego minkę :)
W związku z tym, umówiliśmy się z księdzem na podpisanie papierów z Urzędu Stanu Cywilnego na piątek wieczór.
Wyszliśmy z kościoła jak gdyby nigdy nic, nie myśląc chyba nawet o tym...
Dopiero dzień później uświadomiliśmy sobie, że tak naprawdę małżeństwem będziemy już 9 lipca!!!
Zawsze jeden dzień mniej do czekania :)
Ponadto, za 2,5 tygodnia jadę na przymiarkę mojej sukni ślubnej!!! :D :D :D
Nie wierzę, że to wszystko będzie już niedługo... I nie dlatego, że się boję, czy tego nie chcę.
Wręcz przeciwnie, nie mogę się tego doczekać!
Dziwna jest po prostu świadomość, że ta ślubna bajka właśnie się zaczyna...
Pięknie będzie... :)
Marii
12.V.2010
"Czy to jawa, czy to sen? Czyli mój magiczny, włoski dzień"
Wróciłam dzisiaj z uczelni jak gdyby nigdy nic, z małą zapowiedzią niespodzianki od Patryka.
Spodziewałam się zamówionego Spaghetti, o które męczyłam Go od kilku dni.
Drzwi otworzył mi mój elegancki Miś, ubrany w garnitur, koszulę, buciki.
Oniemiałam...
Niezwykle szarmancko zaproszono mnie do pokoju, skąd wydobywał się zapach pysznego jedzonka.
Tam czekała mnie jedna z najpiękniejszych niespodzianek, jakie kiedykolwiek dla mnie przygotowano.
Cały pokój przyozdobiły malutkie świeczuszki. Były dosłownie wszędzie!
Dzięki zasłoniętym żaluzjom, sprawiały niesamowity klimat.
Z głośniczków wydobywała się włoska muzyczka, Luciano Pavarottiego.
Na stole stał bukiet ślicznych kwiatków i twórczo przyozdobione Spaghetti w wykonaniu Misia.
Oniemiałam po raz drugi...
Posadzono mnie przy stole i profesjonalnie nalano do kieliszka czerwone wino musujące-
z racji nauki, czerwoną oranżadę Helenkę (moją ulubioną!)
Nie wytrzymałam, popłakałam się...
Zostałam oczarowana w każdym najmniejszym mentalnym calu.
Jedzenie było pyszne. Misiek nawet w tej kwestii przeszedł samego siebie.
A było to Jego pierwsze, własnoręcznie zrobione Spaghetti w życiu!
Ciężko to wszystko ująć w słowach... A słowo dziękuję, wydaje się być tak bardzo niewystarczające.
I nawet mój żart typu: "nic się nie postarałeś, w prawdziwej restauracji zawsze jest deser po posiłku"-
chyba mi nie wyszedł...
Pod poduszką bowiem czekała na mnie moja ulubiona, biała czekolada...
"O Sole Mio..." ("Cóż za piękny, słoneczny dzień...")
Marii
11.V.2010
Byliśmy dzisiaj u rodziców. Był tam też Danielek. Jakiś czas temu powiedziałam Mu, że bardzo boję się pająków.
I dzisiaj powiedział coś, czym ujął mnie do reszty...
Stwierdził, że w przyszłości zostanie policjantem, będzie mnie bronił przed pająkami, i je dla mnie zabijał :)
Mój wybawca... :)
Marii
08.V.2010
Mój Miś przechodzi czasem samego siebie. Jest prawdziwym królewiczem w mojej bajce...
Ostatnio nie miałam zbyt dobrego humorku. Studia skutecznie mi go psują.
Ale za to Miś jak zwykle okazuje się być niezastąpiony.
Wczoraj czekałam na Niego z obiadkiem, aż wróci z pracy.
Wrócił :) Z wielkim bukietem tulipanów, 2 koszykami pyyyyysznych pięknych truskawek, i...
tam taram tam- Arbuzem!!! I jak tu Go nie kochać?
Nie to, żebym była przekupna :P ale skutecznie poprawił mi humorek!
Od razu przepoczwarzyłam się w małe 5 letnie dziecko, skaczące i wariujące po domu.
Arbuz nieziemsko pyszny! Najlepszy jaki jadłam od zeszlych wakacji. Tak samo truskawki.
A kwiatki dumnie stoją na stole i pachną :) Kocham Go! Kocham!
Swoją drogą wczoraj cały dzień rozmawiałam z koleżankami o ślubie, przygotowaniach.
I nagle dotarło do mnie, że zostało 9 tygodni...
Tak... pobieramy się za 9 tygodni!
Marii
04.V.2010
Cudoooowny był ten długi majowy weekend! :)
Zapamiętamy go na długo, choć pamiętamy niewiele :P
I żeby nie było...
Niedziela rano... (godzina 15) Pobudka.
Zerwałam się z myślą że zaspałam, i zaczęłam krzyczeć do Miśka:
"Wstawaj! Trzeba pojechać na policję zawieźć baterię!"
Misiek popatrzył na mnie co najmniej dziwnie, poczym wybuchł śmiechem :)
Chwila zastanowienia... Yyyy, nie musieliśmy...
Hehe, co te sny robią z człowiekiem.
Co śmieszniejsze, śniło mi się coś zupełnie innego, zdecydowanie milszego :P
Marii
~~~~
Ola Sz-in 2010-05-13 23:57:13