Baner

Lipiec

COFNIJ

 

 

 

 

~~~~

 

31.VII.2010

 

Po krótkiej przerwie wracamy na naszą stronkę :)

Mimo iż wróciliśmy z wakacji niemalże tydzień temu, ciągle brakuje wolnego czasu...

Lada moment przeprowadzka. Tak naprawdę już dziś powinniśmy być w Sierpcu.

Okazuje się jednak, że coś nas zatrzymało w Gdańsku.

Jedziemy zatem dopiero w przyszłą sobotę.

Póki co kilka dni relaksu i odpoczynku po urlopie :)

Niedługo napiszę jak było, bo warto wspomnieć o tym kilka słów.

Jedno jest pewne...

To była cuuuuudowna podróż poślubna... :)

 

 

 

17.VII.2010

 

Dzisiaj mija tydzień od naszego ślubu.

A ja mam wrażenie, jakby to było 2 dni temu..

Mieliśmy mieć nasze własne przysięgi na ślubie, ale ksiądz wolał, żeby uroczystość została tradycyjna.

Postanowiłam zatem tutaj napisać te kilka słów, które chciałam Ci powiedzieć w kościele...

 

Czasami zastanawiam się, jak to było kiedy nie byliśmy razem...

I nie wiem, bo nie pamiętam żebyśmy kiedykolwiek żyli osobno...

To niesamowite co robisz ze mną i całym moim światem.

Światem, który stał się bajką tak piękną, jakiej nie napisał jeszcze nikt.

A Ty? Ty jesteś nie tylko reżyserem, ale przede wszystkim artystą.

Rysujesz kolorowymi kredkami kolejne kartki mojego życia.

Jesteś Michałem Aniołem mojej duszy...

Leonardem da Vinci mojego uśmiechu

Thomasem Edisonem zapalającym moje wewnętrzne swiatło każdego dnia.

Einsteinem odkrywającym zasady działania mechaniki kwantowej w moim kobiecym umyśle.

I muszę powiedzieć, że to co udało Ci się stworzyć, to postac pewnej kobiety...

Podążającej przez życie tańcząc w rytm muzyki Twojego serca..

Rozkwitającej niczym wiosenny kwiat... miliony wiosennych kwiatów..

Z blaskiem w oczach ilekroć usłyszy Twój głos..

Usmiechem ilekroć zawitasz w jej myślach.

To postać kobiety spełnionej, wdzięcznej już zawsze za to co dla niej zrobiłeś i robisz każdego dnia.

Kobiety, która dla Ciebie przebuduje cały wszechświat.

To postać Twojej żony, która Cię kocha i kochać będzie już zawsze...

I nawet śmierć nie będzie w stanie ograniczyć jej miłości...

 

                                                      Marii

 

15.VII.2010

 

Udało mi się dostać chociaż kilka zdjęć, i od razu postanowiłam je wrzucić tu na stronkę.

Za jakiś czas dopiero pojawią się zdjęcia od fotografa, ze względu na to, że sesję mamy dopiero 28.VII

Miłego oglądania życzę, chociaż tych kilku zdjęć :)

 

                                                      Marii

 

11.VII.2010

 

Ach! Cóż to była za noc!

Tak naprawdę nie wiem czy to był sen, czy może bajka?

Nie wiem od czego zacząć nawet...

Może po prostu od początku?

Ślub w kościele był niesamowity...

A wszystko dzięki naszemu cudownemu Księdzu, który wprowadził nas w ten magiczny świat miłości.

Na kazaniu płakałam. A jak się później okazało, towarzyszyło mi grono innych osób...

I tak na zmianę wszyscy płakali, śmiali się bądź klaskali.

Aż w końcu nadszedł moment przysięgi i założenia obrączek.

Obyło się bez pomyłek :) I w ten oto sposób zostałam mężatką.

Po mszy, nadszedł czas na składanie życzeń.

Przyszło mnóstwo osób których się nie spodziewałam.

Niektórzy swoją obecnością doprowadzili mnie dosłownie do łez.

I w tym miejscu chciałabym bardzo podziękować im, za obecność w tak ważnym dla mnie dniu...

A na końcu czekała na nas chyba największa niespodzianka.

Na nasz ślub przyjechali nasi cudowni Przyjaciele ze Szczecina,

nasze najcudowniejsze Tranceowe Zwierzaczki!

Nie potrafię Wam opisać co czułam, jak ich zobaczyłam.

Ludzie, z którymi spędziliśmy 3 godziny na koncercie w kwietniu, przyjechali specjalnie dla nas...

Stanęłam jak wryta jak ich zobaczyłam... Pierwszy raz ktoś tak mnie zaskoczył.

Chyba nikt nigdy nie zrobił dla nas niczego takiego.

Jesteśmy zaszczyceni, że są naszymi przyjaciółmi...

Dostaliśmy w prezencie ręczniczek z napisem Tranceowe Zwierzaczki.

Kocham ich... Po prostu ich kocham...

Oszołomieni pojechaliśmy do Piwnicy Rajców na nasze wesele.

Było... jakby to powiedzieć... kosmicznie.

Muzyka super, jedzonko pycha, towarzystwo świetne...

Odwiedził nas nasz kochany Pan Doktor, który jak się okazało bawił się w naszej Piwnicy w Ogródku.

Poszliśmy na spacer na Długą i nad Motławę, w towarzystwie kamerzysty i fotografa.

Rodzice i przyjaciele dostali od nas albumy ze zdjęciami, a ja zaśpiewałam dla mojego Męża.

Nie ukrywam, że kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Ale warto było...

I wtedy się zaczęło!

Ludzie do nas zaczęli podchodzić, gratulować, całować. Robili nam zdjęcia albo nam samym, albo z nami.

Filmowali, krzyczeli, śpiewali... Dookoła miliony komplementów.

Mnóstwo ludzi z zagranicy podchodzili i gratulowali w swoich ojczystych językach.

Byliśmy w szoku.

Myśleliśmy, że tego wieczoru już nic nas już nie zaskoczy.

Nie wiedzieliśmy jak bardzo byliśmy w błędzie...

Po północy zostałam porwana przez moich zwariowanych kolegów.

Patryk musiał mnie odnaleźć i odbić :)

Przybył w końcu z dwoma butelkami wódki, żeby się dowiedzieć, że to za mało.

Odwrócił się żeby pójść po więcej, i gdy wszyscy zajęli się sobą, nagle zawrócił i odbił mnie siłą.

Mój wybawca... :*

Gdy wracaliśmy do Piwnicy, stało się właśnie coś, co zwaliło nas z nóg.

W pewnej chwili przechodnie stanęli i zaczęli śpiewać sto lat.

Nawet nie wiem jak to się stało, że wszystkie ogródki dookoła zaczęły im wtórować.

Przy jednym ze stolików dostrzegłam znajomą Pani Doktor, od której również dostałam życzenia.

Popłynęła muzyka z pianina, wszyscy klaskali, bili brawo, gratulowali.

I w pewnej chwili, gdy tak staliśmy pośród blasku lamp starówki, rozejrzałam się i zorientowałam,

że śpiewa nam sto lat połowa Długiej...

Popłakałam się...

To było piękne podsumowanie i zakończenie tej pięknej nocy...

Na koniec jeszcze chcieliśmy podziękować wszystkim gościom,

którzy zaszczycili nas swoją obecnością.

Dziękujemy za przepiękne prezenty, przy których wzruszyliśmy się po raz kolejny.

Naprawdę nie spodziewaliśmy się tego wszystkiego.

Gdyby nie Wy, ten dzień nie byłby taki piękny...

A ja... a ja jestem już Panią Cisowską- Mazurek :)

 

                                                                Marii

 

 

10.VII.2010

 

A więc nadszedł wielki dzień...

Dzień, na który czekaliśmy tak naprawdę całe życie.

Już nie odliczamy czasu w kategorii miesięcy, tygodni czy nawet dni.

Teraz do małżeństwa dzielą nas godziny, minuty...

I wreszcie nadejdzie ten moment, chyba najważniejszy...

Jak będę szła do Ciebie do ołtarza, i patrzyła Ci prosto w oczka.

Moment, w ktorym cała JA będę krzyczeć tylko jedno:

Jak bardzo Cię Kocham!

A z mej duszy dobiegnie do Twego serca tylko jedna melodia  "I can fly..."

A więc nadszedł wielki dzień...

Dzień naszego ślubu

 

                                                             Marii

 

08.VII.2010

 

Nie mogę uwierzyć, że pojutrze będę mężatką...

I chodź atmosfera dookoła wyjątkowo ciężka i nerwowa,

cieszę się na ten wielki dzień jak dziecko.

Przygotowania idą pełną parą!

Suknia już odebrana, wisi na szafie u sąsiadów, bo przecież Patryk nie może jej zobaczyć :P

I nie, nie mają ani psa, ani kota :)

Bukiet zamówiony, wszystko dograne niemalże na ostatni guzik.

Skąd zatem to napięcie narastające z minuty na minutę?

Najwyraźniej tak to już bywa przed ślubami...

Ale już w niedziele będzie po wszystkim, a my będziemy się delektować chwilą spokoju,

w zaciszu Hotelu Gdańskiego nad Motławą.

Na koniec jeszcze chciałam życzyć mojej Najcudowniejszej na Świecie Siostrzyczc:

Wszystkiego Najlepszego z okazji Urodzinek!

Inni mogą Ci tylko pozazdrościć tego, jak pięknie władasz czasem :) :*

 

 

 

                                                                   Marii

 

 

03.VII.2010

 

No to się porobiło... :(

Powinnam właśnie bawić się na wieczorze panieńskim,

ale niestety musieliśmy wszystko odwołać, bo złapałam anginę.

To się nazywa mieć szczęście, heh...

Ale miejmy nadzieję, że uda się jeszcze to nadrobić w przyszłym tygodniu.

Póki co u boku dbającego o mnie Patryczka nabieram sił.

 

                                                          Marii

 

~~~~




COFNIJ
Komentarze do artykułu
[DODAJ KOMENTARZ]



© 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone