~~~~
16.IV.2011
Dzisiaj świętowaliśmy 80-te urodziny mojej babci.
Z tej okazji odbył się całkiem spory zjazd rodzinny.
Większości osób nie widzialam 8 lat, części w ogóle nie znałam.
Nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać...
Ostatni taki zjazd pamiętam jako dziecko, i wówczas było jak to dla dziecka dosyć... nudno.
Jakże miło rozczarowałam się w dniu dzisiejszym!
Było naprawdę ciepło, rodzinnie i tak inaczej niż ze wspomnień.
I tak sobie myślę- to chyba znak, że naprawdę hm... dorosłam?
Coś się zmieniło w moim podejściu do tego typu spotkań.
Tym bardziej, że poznałam część swojej rodziny, której do tej pory w ogóle nie znałam.
Okazali się super ludźmi. Szczególnie moja nowa Ciocia, która była dzisiaj moim największym odkryciem :)
Cudowna kobieta... I stąd chciałabym ją serdecznie pozdrowić :)
Po raz kolejny życie obdarzyło mnie osobą, z którą idealnie się dogadywałam już po paru chwilach.
I chodź wydaje się, że poznałyśmy się o kilka lat za późno, myślę że to był idealny czas.
Wcześniej mogłabym tego nie docenić...
Nawet Patryczek się dobrze odnalazł w dniu dzisiejszym, pomimo natloku nowych cioć i wujków :)
Do domu wróciłam naładowana pozytywną energią tych wszystkich ludzi.
I naprawdę cieszę się, że dziś tam byłam.
To niewiarygodne jak niewiele czasem wiemy o swoich najbliższych...
Marii
11.IV.2011
Nareszcie mamy u siebie psiaka!
Co prawda to nie klusek, ale mój kochany Kola ( jakkolwiek by nie brzmiała ta nazwa ;)
Kolę przygarnęli rodzice rok temu, w wakacje.
Psinka leżała pod bramą jak wróciliśmy z Włoch. Był taki chudziutki...
Ujął mnie swoimi ślicznymi oczkami i niesamowitym pragnieniem miłości jakie od niego biło.
2 dni prosiłam rodziców, żeby go przygarnęli. Aż w końcu z pomocą sister i tatusia się udało :)
Sami spójrzcie na jego pyszczek:

A tu taki mały foch :)

Jeszcze muszę wstawić zachód słońca jaki mieliśmy w sobotę nad Sierpcem.
I jak to ostatnio określiłam:
Zachód słońca obserwowany z poddasza w objęciach męża- bezcenne...

Pięknie było...
Marii
~~~~