Baner

Maj 2011

COFNIJ

 

 

~~~~

 

15.V.2011

 

Kocham Konwalie!

Mam ich naprawdę całe mnóstwo w ogródku, co sprawia (oprócz mojego kochanego męża oczywiście),

że jestem naprawdę szczęśliwa :)

Uwielbiam zapach wiosennego powietrza o zmierzchu...

Ma w sobie nutkę słodkości kwiatów i ciepła nadchodzącego lata.

Kilka dni temu był taki właśnie wieczór. Cieplutki, pomarańczowy od promieni zachodzącego słońca.

Wyszliśmy do naszego ogródka, do pieska. Zapach był niesamowity.

A im późniejsza godzina nadchodzila, tym stawał się bardziej intensywny.

Poszliśmy tamtego wieczora z Patryczkiem wcześniej się położyć do sypialni.

Ja jednak co i rusz zrywałam się z łóżka i w podskokach, śmiejąc się podbiegałam do okna,

żeby poczuć raz jeszcze wszystko nieco intensywniej.

Misiek leżał i się ze mnie śmiał, bo zachowywałam się jak mała dziewczynka.

Tak też się z resztą czułam... I możecie się śmiać, że o tym tutaj piszę,

ale tamten wieczór był na swój sposób naprawdę wyjątkowy.

To niesamowite co zwykły zapach powietrza, zwykły zapach kwiatów, trawy, potrafi zrobić z człowiekiem.

Zwykły, a zarazem niezwykły.

Od takie moje "Pachnidło"...

Budzące w człowieku dziecko, wspomnienie dzieciństwa, dające uśmiech,

radość i nie wiem czemu swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa.

Szukajcie swojego pachnidła... Potrafi uczynić dzień wyjątkowym.

I czasem jest naprawdę tuż pod naszym... nosem...

 

Czy wspominałam już, że kocham konwalie...?

 

 

 

                              Marii

 

 

 

02.V.2011

 

Lenistwo, błogieee lenistwo...

Nooo dobrze, lenistwo podszyte obżarstwem :)

Odwiedziła nas siostra Patryczka wraz z mężem i dziećmi.

W doborowym towarzystwie zawsze jakoś tak więcej się je :)

Nie wiedzieć czemu przybyło też ostatnio trochę kilogramów...

Pomimo nieciekawej pogody udało nam się zrobić grilla.

Nie groźny był nam wiatr, deszcz i nieska temperatura.

Największym zagrożeniem okazał się być Patryczek, który niefortunnie został wyznaczony na opiekuna jedzenia.

Po kilku minutach znudziło go obserwowanie nie upieczonego kurczaka,

więc poszedł bawić się z dziećmi.

Po chwili mój wzrok przykuł kurczak, który stał w płomieniach ;]

Szyderczy i przebiegły plan Patryczka pozbawienia nas obiadu jednak nie wypalił.

Twardo zjedliśmy nawet te najbardziej "przypieczone" kawałki.

Nie można było tego jednak powiedzieć o chlebku, którego nie dało się już nawet reanimować.

Nasz pies też jakoś nie chciał na niego patrzeć.

Może dlatego, że do złudzenia przypominał węgiel grzewny?

Nie mniej jednak było smacznie, miło i przyjemnie! :)

A mamusine przetwory jak zwykle dodały smaku wszystkiemu...

 

 

                                 Marii

 

 

~~~~




COFNIJ
Komentarze do artykułu
[DODAJ KOMENTARZ]



© 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone