Baner

Czerwiec 2011

COFNIJ

 

~~~~

 

14.VI.2011


Przez ostatnie 2 tygodnie był u nas Danielek.

Teraz niestety już wrócił do Gdańska :(

Pozostało jednak troszkę wspomnień po Jego pobycie.

Nad sierpeckim stawem odbył się konkurs łowienia ryb z okazji dnia dziecka.

I tu muszę się pochwalić, że zdobyliśmy 4 miejsce!

Ponadto Daniel został okrzyknięty najsympatyczniejszym uczestnikiem konkursu :)

Niestety do zdobycia nagrody za największą rybę zabrakło nam 3 cm, ponieważ mieliśmy ich raptem 20...

Z racji tego, iż wędka była troszkę za ciężka dla Daniela, ja musiałam przejąć stery, a mały mi dzielnie pomagał.

Nie ukrywam, że musiałam ciut powalczyć o swój honor.

Wszystkim dzieciakom pomagali albo dziadkowie, albo tatusiowie.

Byłam jedyną łowiącą kobietą! 

Wśród panów wywołało to lekkie zdziwienie i wybitną chęć pomocy (nie wiedzieć czemu...)

Na marginesie wspomnę, że kocham łowić ryby!!!

  Robię to tak naprawdę od dziecka, i co nieco zdążyłam się już nauczyć (w co panowie wierzyć nie chcieli).

Grzecznie podziękowaliśmy i zabraliśmy się z Danielem do roboty.

Nagrodą był wyraz twarzy panów, jak zaczęłam wyciągać rybkę za rybką.

I tak o to nie tylko Daniel był szczęśliwy tego dnia.

Mi też uśmiech nie schodził z twarzy :)

Kobieta też potrafi, a co!

 

A tutaj kilka foteczek.

Stanowisko wylosowane przez Daniela

 

Nasza pierwsza rybka

 

Taką dużą wędkę mamy

 

Rozdanie nagród

 

To tylko część nagród Daniela

 

Patryk przypomniał mi właśnie o czymś jeszcze.

Z cyklu: "tekst tygodnia".

Autorstwa Daniela, który rozbawił nas do łez :)

Ale zacznijmy od początku...

Patryk co noc przyjmuje postać niedźwiedzia.

(i niekoniecznie chodzi tu o nocne plądrowanie lodówki)

(o wielkość brzuszka wyjątkowo również nie :P  )

Z racji tego muszę co noc spać w takich piankowych stoperach do uszu,

co by jak najbardziej wytłumić chrapanie (nieskutecznie z resztą....)

Daniel ciekawy jak działają takie stopery, wepchnął je sobie do uszu,

 i tak na wszelki wypadek zatkał je dodatkowo rączkami.

Następnie odbyliśmy taką o to rozmowę:

Daniel - "powiedz coś"

Ja - "mówie coś"

Daniel - "no powiedz coś"

Ja- "coś"

Daniel (zrezygnowany...) - "eeee tam... one nie działają, bo słyszę co do Ciebie mówię...." :)

Pocieszne :)

 

 

                                  Marii

 

 

 

01.VI.2011

 

Co za weekend mieliśmy ostatnio!

Byliśmy na ślubie znajomych w Gdańsku.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie mała sesja zdjęciowa "po-ślubna", którą mieliśmy okazję przeżyć.

W zeszłym roku po ślubie mieliśmy mieć sesję z wężami. Niestety nie doszła ona do skutku.

Dostaliśmy jednak ofertę od naszych fotografów, zrobienia jej w tym roku.

Tak więc po raz kolejny mogłam ubrać moją suknię ślubną...

I chyba dopier teraz było to dla mnie swego rodzaju pożegnaniem z nią.

Wróciły wspomnienia, wrócił sentyment...

Chodź w pewnym momencie miałam chwile zwątpienia, czy gra jest warta świeczki.

Nie sądziłam, że będzie tak cudownie. Stworzył się super klimat, a zdjęcia wyszły cudownie!

Zdjęcia dostaniemy dopiero w lipcu, ale już teraz dostaliśmy kilka.

Oto one:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziękujemy bardzo "Fotogrupie"- Sławkowi i Radkowi.

Po raz kolejny los obdarzył nas zupełnie przez przypadek znajomością z cudownymi ludźmi.

Dzięki naszemu ślubowi zżyliśmy się zarówno z fotografami jak i moim fryzjerem stylistą.

Są naprawdę wyjątkowi... Pełni humoru, inspiracji, pasji.

Aż miło spędzać czas z takimi ludźmi. I coś czuję, że spotkamy się jeszcze nie raz :)

 

I jeszcze kilka wspomnień z sobotniego ślubu znajomych...

Ogólnie ślub był super! Spotkałam moje kochane dziewczynki.

Nagadaliśmy się, naśmialiśmy i ciut popiliśmy.

W tym o to stanie nieważkości podążyliśmy z Patryczkiem do domku jakoś po 4 nad ranem...

Do szczęścia brakowało mi jeszcze tylko mojego łóżeczka o którym marzyłam całą drogę powrotną.

Pod blokiem mentalnie utulałam się do snu... mrrrrr... mrrrrr... mrrrrr...

Wyjęłam klucze i nagle taki "chlast" trzeźwości prosto w twarz!

W ręku trzymałam a i owszem klucze, ale od domu, a nie od klatki.

Tamten miałam przyczepiony do kluczyków od samochodu!!!

Wspaniałomyślnie zostawiłam je w domu, bo przecież po co mi kluczyki od samochodu na weselu?

Co za koszmar! Byliśmy tak blisko,a tak daleko!

Jedno jest pewne- w naszym bloku jest całkiem dobry zamek :)

Nie pomogła bowiem ani wsuwka, ani inne klucze, ani rzucanie kamyczkami w okno sąsiada z parteru :)

Patryczek kazał mi dzwonić po sąsiadach (4 rano...), co wywołało u mnie falę niekontrolowanych łeż...

I to chyba Go rozmiękczyło, bo ostatecznie zadzwonił sam. Dwa strzały w domofon i tada! Jesteśmy w środku!!!

Przepraszając z podkulonymi ogonami wpadliśmy do mieszkania.

Nagrodą za trzeźwienie przez pół godziny w pod klatką była ciepła kołderka.

W takich chwilach jak tamta, docenia się wyjątkowość własnego łóżka nieco bardziej :)

 

                                                           Marii

 

 

~~~~




COFNIJ
Komentarze do artykułu
[DODAJ KOMENTARZ]



© 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone